czwartek, 15 grudnia 2011

List do D.

biegłam ulicą, spiesząc się nie wiadomo gdzie, mijając rozmazane przez ruch twarze, depcząc psy i śmieci. wtedy nie myśląc o niczym, coś zaświeciło mi w głowie. to było coś bez kształtu i bez koloru, ale gdybym miała ubrać to w słowo, to byłbyś Ty. nie miałam uczuć, ani ciepłych, ani zimnych. pobiegłam dalej. na skrzyżowaniu wpadłabym pod samochód. chłopak, którego nie zauważyłam wcale, złapał mnie za ramię i spytał "chcesz umrzeć?". pomyślałam wtedy, że to bardzo ważne pytanie, choć nie zrozumiałam tego od razu. wzdrygnęłam lekko głową na boki, a moje powieki powiększyły się nagle i oczy wyszły do przodu o parę milimetrów. gdy puścił ruszyłam dalej szybkim krokiem. już nie biegłam, bo było mi jakoś głupio. nie obejrzałam się nawet w tył, bo moja szyja była nieruchoma. w głowie zostało tylko to drętwe i monumentalne pytanie. powiedziałam w myślach "czy ja chcę umrzeć?", a na jego miejscu nie pojawiła się żadna inna myśl. stanęłam, wyciągnęłam z torebki papierosa, mentolowego jak zawsze, odpaliłam. przez tą chwilę ludzie mijali mnie w różnym tempie, a mojej głowy nie minęła, żadna, nawet jedna popieprzona myśl. wokół samochody, szum i resztki tandetnej muzyki z knajpy obok. zrozumiałam nagle, że muszę iść, nie mogę tak stać, bo wszyscy idą, a ja stoję. znów wzdrygnęłam głową i nogi ruszyły. i chyba czasem tak jest, że nie znasz odpowiedzi na pytanie, a idziesz, bo nie wolno stać. tak to jest.

poza tym moje życie jest cudowne. w następnym tygodniu wyciągnę z piwnicy akwarium w kształcie kuli, napuszczę wodę z kranu i pójdę kupić złotą rybkę do zoologicznego sklepu w hipermarkecie. będę uważnie wybierać, drogą selekcji odróżnię słabe osobniki od silnych. aż przed moimi oczami pojawi się ona i będę pewna, że to właśnie ona. prawdopodobnie wydam jakieś 5 złotych polkich, za co ewentualnie mogłabym kupić piwo albo pół paczki papierosów mentolowych. no i wydam kolejną piątkę na żarcie dla tej rybki, co zwiększa liczbę możliwości lepszego spożytkowania takiej sumy.  jedzenie dla rybki trzeba kupić, żeby była gruba i dużo srała. ale czy tak można, że ona sama w takim ładnym akwarium... Myślisz, że będzie samotna? Codziennie rano będę się do niej uśmiechać, żeby nie była. tylko, żeby się nie przestraszyła, bo rano nie wyglądam najlepiej. jakoś sobie z tym poradzimy. tak samo jak radzę sobie z innymi rzeczami, czyli doskonale. Można powiedzieć, że doskonalenie to ja mam w jednym palcu. pff, w najmniejszym palcu i to u stopy, a w dodatku lewej. po prostu ja wiem, wszystko o doskonaleniu. doskonalę wszystko co tylko się da, nawet taką książkę napisałam o doskonaleniu, serio. jedyne co to ostatnio zapominam malować paznokci, chociaż dobrze wiem, że moje dłonie wyglądają wtedy bardzo ładnie. istnieje wtedy większa szansa, że ktoś się w nich zakocha. tego typu szanse należy zawsze wykorzystywać. tym bardziej, że to taki typ szansy, której nigdy nie jesteś pewien. nigdy nie wiesz, czy ją wykorzystałeś czy nie, rozumiesz? no.

ostatnio byłam na randce, nawet na dwóch. różnorodność była spora, bo ludzie Ci różnili się między sobą wszystkim, czym tylko mogli. łączyło ich tylko to, że potencjalnie byli idealnymi kandydatami na mojego partnera. uważam, że słowo 'potencjalny' jest bardzo bezpieczne. należy do grupy takich słów, których dobrze jest używać, bo raz, że to ładnie wygląda, a dwa, daje możliwość krążenia wokół jakiejś wartości. Myślisz sobie " tak może być, ale nie musi". wtedy każda twoja myśl i każde twoje słowo jest bezpieczne. bycie bezpiecznym w ówczesnym świecie raczej nie jest pewne. pani hania z gdańska dużo o tym mówiła godzinami prawiąc swoje historie o zarazie i wojnach. muszę przyznać, że mieszkanie z nią pod jednym dachem wywarło duży wpływ na moją psychikę. na szczęście dużo chodziłam nad morze, które bardzo lubię, a którego kiedyś nienawidziłam. sporo myślałam nad fenomenem morza i tej metafizycznej relacji człowieka z morzem. zrozumiałam, że każdy ma w sobie takie morze. wydaje mi się, że zazwyczaj ludzie myślą raczej na odwrót ('raczej' to także słowo bezpieczne) bo czują się mali jak mrówki stojąc przy niekończącym się, atramentowym horyzoncie. nie wiem dlaczego oni nie rozumieją tego piękna i tego uczucia, i nie wiedzą, że patrzą wgłąb jakby na swój pracujący narząd. to naprawdę niesamowite zjawisko. morze ma swój rytm i cykle, wszystko jest zmierzone i udowodnione naukowo, tak samo jak biologia tłumaczy zachowanie naszych ciał. na świecie to tak jest już, że wszystko ma swój rytm i jest cykliczne. moje życie nie jest wyjątkiem.

wbrew pozorom, ostatnio bardzo mało myślę. muszę przyznać, że jesteś prawdziwym bohaterem jeśli dotrwałeś do tego fragmentu tego beznadziejnego tekstu. nie takim amerykańskim bohaterem z komiksu w masce, co niby nikt nie wie kim on jest, jesteś bardzo dzielny, naprawdę. muszę iść spać, bo ja kocham spać, sen to taka dobra sprawa. nic nie bierz na serio, uwielbiam pisać o niczym. twoja kolej.

polska pozdrawia, nie nie, polska nie pozdrawia, ja pozdrawiam.

twoja s.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

skończyć się i rozpocząć.
jak cyklicznie zapalane papierosy o smaku papierosowym
jak rozszyfrowana zagadka kryminalna, co przestaje bawić
jak uciekające w kosmos twoje rzęsy

niedziela, 4 grudnia 2011

twój piękny smutek
nie mogę się oprzeć
pulsuje mi oko, i serce
wątłe myśli
piosenki z gitarą w tle
chodniki i papierosy, moje miasto nocą
plamy na ubraniu i dziury w głowie
nie myślmy kategoriami czy wszystko dobrze

poniedziałek, 21 listopada 2011

nie chcę zmian, tu chodzi o prawdziwą rewolucję.

sobota, 19 listopada 2011

dzień jak codzień, gdy biegnę i mówię i jadę i kroczę i nagle
Ty stajesz mi przed oczami
i jakoś te dwie sekundy półtorej jedna czy jedna trzecia sekundy spotkania naszego wzroku płyną w zupełnie innym rytmie.

jak jakieś pieprzone slow motion, ja powoli wypuszczam spojrzenie jak lwy z klatki, wprost w głębiny Twoich oczodołów i stop. Nagle orientuję się, że uniesione Twoje gładkie powieki patrzą na mnie i widzą mnie. Robią to jakoś dziwnie dobrze. Następuje jakieś błogie zawieszenie, a temperatura mojego ciała rośnie o kilka stopni celcjusza. od tego powoli policzki jakoś tworzą wzniesienia i mówię Ci pierdolone cześć. i Ty mi mówisz, a oczy nasze nawet nie drgną w innym kierunku i jak wycelowane przez snajperów kule przedzierają się wprost na siebie. Ach, jakże pięknie Ci się one świecą, jak wilkom gdy jest pełnia, albo jak lampki na choince na koniec roku. nie mogę oderwać od Ciebie uwagi, otoczenie zamarło i znikło tak lekko i jest mi bardzo, bardzo dobrze, bo nic nam nie przeszkadza. to tak jakbyś mnie dotknął w jakieś niematerialne miejsce. to takie cudowne odrętwienie rzeczywistości wokół. patrzymy na siebie, a ja nie chce nic zmieniać. tylko sama ucieknie głowa w bok.

a później wszystko wraca do naturalnego stanu rzeczy.

środa, 2 listopada 2011

zadymienie

w mojej głowie zaistniał gęsty dym. pomiędzy uszami ktoś wyciąga królika z kapelusza. sztuczka polega na oszukaniu samej siebie. a sztuka na dążeniu do doskonałości  złożonej z samych niedoskonałości. lubię swoją obecność i myśli zatrzymane w czasie. czasem zdaje mi się, że nic nie ogranicza mojego mózgu. to jest najpiękniejszy narkotyk z jakim mam do czynienia, zaraz po Tobie.

wtorek, 1 listopada 2011

Ty.

tracę formę tracę ostrość
umierają wojny i pustki
upadam lekko zamykam oczy unoszę ramiona
a wszystko w rytm zwolnionego spojrzenia gdy patrzysz tak na mnie jak patrzysz
oddam Ci moje wymuszone uśmiechy,instykty i śmierci
oddam Ci pieniądze i kolejną cnotę. oddam co chcesz.
bo TY jesteś z gliny i oplatasz moje palce
jestem zazdrosna o każde spojrzenie w innym kierunku
jestem zazdrosna o każdą minutę kiedy Cię nie ma
sypiam z kobietami tylko po to zeby upewniac sie ze jestes najwazniejszym elementem w mojej układance.
biorę narkotyki tylko po to by potwierdzić ze najlepiej mi smakujesz
boję się tych miliona rzeczy tylko po to by najbardziej bać się tego że kiedyś znikniesz
spiewam Ci piosenki  mowie rzeczy z konca jezyka
moje ciało ugina się pod ciężarem twojego dotyku
i może jest idealnie ale nie przyznam się nigdy, że
jesteś sekretem o którym milczą moje usta. 
jestes sekretem o ktorym krzyczy moja głowa
a gdy dotykasz mojego brzucha drżą pod nim płyty tektoniczne
i czuję przepływ prądu między stopami a udami
Ty ubrany w gałezie stoisz na pustej drodze
na tle atramentowego nieba
ja biegnę do Ciebie, choć nie lubię biegać.